Różne oblicza badania due diligence | KPMG | PL
close
Share with your friends

Różne oblicza badania due diligence w firmach rodzinnych

Różne oblicza badania due diligence

Badanie prawne firmy dokonywane najczęściej przez potencjalnego kupującego, zwane powszechnie prawnym due diligence (LDD), ma wiele funkcji łączących się z różnymi konsekwencjami, z których niektóre zasługują na szczególną uwagę.

Adwokat, Senior Associate

KPMG w Polsce

Kontakt

Powiązane treści

Przede wszystkim badający wchodzi w posiadanie bardzo istotnych informacji na temat badanego podmiotu. Chociaż badanie będzie uregulowane stosownymi umowami o poufność, to jednak nie zmienia samego faktu ich ujawnienia. Naturalnie przekazanie takich wrażliwych danych ma sens o tyle, o ile sprzedający ma istotną nadzieję na korzyść w postaci sprzedaży firmy. Innymi słowy – jeśli potencjalny zysk równoważy poniesione ryzyko. Kolejny istotny skutek due dilligence to wychwycenie różnych nieprawidłowości w badanym podmiocie, które będą miały mniejszy lub większy wpływ na warunki dojścia transakcji do skutku. Co istotne, wpływ ten może dotyczyć nie tylko samej ceny sprzedaży, ale także sposobu jej zapłaty lub sposobów jej zabezpieczenia, zasad i czasu odpowiedzial-ności sprzedających, a ponadto także okresu, w którym zgodnie z oczekiwaniem inwestora dotychczasowy zarząd (właściciel) będzie prowadził sprawy spółki.

Oczywiście w sensie prawnym sprzedający, który pokazał wszystkie nieprawidłowości, może oczekiwać, że kupujący, mając ich świadomość, nie będzie w przyszłości miał o nie pretensji. Jednak poziom profesjonalizacji procesu kupna firmy, a zarazem opcje, które zostały wypracowane w praktyce rynkowej, nie dają nadziei sprzedającemu na łatwy komfort w tej kwestii. Kupujący, zdając sobie sprawę, że czas transakcji jest dla niego praktycznie ostatnim momentem na zdyskontowanie zdefiniowanych problemów w kupowanej firmie, dołoży ze swymi doradcami wszelkich starań, aby odzwierciedlić to odpowiednio w umowach ze sprzedającym. Im więcej problemów do opisania, tym bardziej skomplikowana umowa i jej negocjacje oraz związane z tym koszty.
 

Specyfika firm rodzinnych – najpierw biznes, potem compliance

Doświadczenie przy doradzaniu firmom rodzinnym skłania do refleksji, że mają one zdecydowanie mniejszy „apetyt” na compliance prawny niż np. międzynarodowe korporacje czy spółki publiczne. Wynika to z nabytego przekonania, że jeśli dany proces i związany z tym koszt nie ma przełożenia w bliższej lub dalszej perspektywie na zysk, zaś ryzyko strat jest akceptowalne, to nie warto się w niego angażować, a jeśli już, to minimalnym nakładem sił. Podejście to jest często w pełni racjonalne i dodatkowo uzasadnione przez model funkcjonowania firm rodzinnych, w którym kluczowe stanowiska często są zajmowane przez osoby darzone dużym zaufaniem, nierzadko wzmacniane więzami pokrewieństwa.

Problem polega jednak na tym, że optyka potencjalnego nabywcy może być diametralnie odmienna. Wynika to przede wszystkim z prostego faktu, że będzie on patrzył na cel przejęcia z pewnego dystansu (w wypadku nabywcy zagranicznego będzie on jeszcze większy). Takiemu podmiotowi trudniej jest przyjąć na słowo np. stwierdzenie, że skoro istniejące nieprawidłowości nie przeszkodziły w rozwoju firmy przez ostatnie 20 lat, to zapewne i w przyszłości nie będą stanowiły przeszkody w jej funkcjonowaniu. Należy raczej spodziewać się z jego strony żądania usunięcia danego problemu albo odpowiedniego odzwierciedlenia go w cenie lub odpowiedzialności sprzedających.

Kwestia rozdźwięku w podejściu firmy rodzinnej i potencjalnego nabywcy do zgodności z pewnymi „mało biznesowymi” unormowaniami nabiera ostatnio większego znaczenia wobec swoistej ofensywy legislacyjnej prawodawcy unijnego oraz krajowego, której sztandarowym przykładem są przepisy RODO. W sposób oczywisty inwestorzy, zwłaszcza z innych krajów UE, będą przykładać do tych kwestii jeszcze większą wagę niż dotychczas i to nie tylko w branżach do tej pory najbardziej narażonych na ryzyka regulacyjne (e-commerce, usługi medyczne, sektor finansowy).
 

Przy stole transakcyjnym za późno na zmiany

W opisanym wyżej kontekście realnej wartości i znaczenia dla potencjalnych sprzedających nabiera tzw. vendor’s due dilligence. Można go porównać trochę do próby generalnej przed wpuszczaniem do firmy doradców potencjalnego inwestora. Zderzenie się różnych filozofii prowadzenia biznesu, a także potencjałów prawnych i organizacyjnych jest modelowym przykładem sytuacji, kiedy tego typu działanie ma głęboki sens. W efekcie sprzedający mogą zorientować się, w jaki sposób będzie patrzył na ich firmę potencjalny kupujący.

Poza tym, znając kluczowe problemy prawne dotyczące sprzedawanej firmy, można się po prostu lepiej przygotować do sprzedaży, przy czym kluczowe znaczenie ma tu aspekt czasowy. Otóż wdrożenie pewnych rozwiązań, np. z zakresu RODO, może wymagać czasem kilku miesięcy. Tymczasem z reguły od zawarcia listu intencyjnego i umowy o poufność do zakończenia badania prawnego przez kupującego zwykle mija, w przypadku średnich firm, zaledwie kilka tygodni. Zaraz potem formułowane są zastrzeżenia, które mogą decydować o odstąpieniu od transakcji lub wniosku o obniżenie ceny dla pokrycia wykrytych ryzyk. Łatwo wywnioskować bowiem, że w momencie, gdy inwestor pojawi się z raportem z badania prawnego, nie będzie już fizycznie czasu na wykonanie pewnych czasochłonnych zmian. W efekcie sprzedający poniesie koszty i podejmie wysiłek, a na dodatek „obnaży” się przed potencjalnym inwestorem na próżno.

Nie dziwi zatem stwierdzenie powtarzane coraz częściej przez specjalistów od sprzedaży firm, że do transakcji trzeba się przygotować z dużym wyprzedzeniem, żeby nie zakończyła się ona fiaskiem. Ostatecznie, patrząc z innej strony, czasem lepiej samemu stwierdzić, że firma, jakkolwiek dobrze funkcjonująca, jest ciężko sprzedawalna, niż dowiadywać się tego od innych.
 

Bądź z nami w kontakcie

 

Zapytanie ofertowe (RFP)

 

Prześlij